Pamiętacie pierwsze Mikołajki Kalinki? Miała niecałe 5 miesięcy, niewiele sobie z tej okazji robiła i dostała małą Peppę, którą zresztą bawi się do dziś.
A teraz? Teraz dziecko juz wie, że jest zima, że jest grudzień, że będzie choinka (po kalinkowemu - "chinana") i Mikołaj przynosi prezenty (odpowiednio: "Kojaj" i "peziety"). I nie ma zmiłuj, rozpieszczaj, rodzino!
Ja nie wiem. Jak tyle tego było na Mikołajki, to co będzie pod choinkę??? Chyba będziemy musieli ukraść sąsiadom pokój, aby pomieścić ten towar...
Pokażę Wam, co dostała Kalina. Może kogoś zainspiruję.
Tablica manipulacyjna z zamkami. Firmy Melissa & Doug, którą uwielbiam. Nie są to tanie zabawki, ale są bardzo solidne, świetnie wykonane. No i bardzo rozwojowe. Tu mamy sześć okienek, zamkniętych a to na skobelek, a to na bolec na łańcuchu. Po otwarciu, ukazują nam się zwierzątka. Wymaga cierpliwości, ale i daje dziecku dużą satysfakcję.
Owoce i warzywa do krojenia. Masa tego na rynku, duze, małe, drewniane, plastikowe... Połówki owoców, połączone rzepem i do tego nóż, którym można je "kroić". Ja wybrałam plastikowe, bo... po prostu mi się podobały. To jest szał. Kalina, jak już wpadła na to, jak je kroić, kroiła cały wieczór. Matka poskładaj, a ja kroję. "Dzidzia kłoi banana". Nóż przydaje się też do ciastoliny i innych zabaw.
Ciastolina. Kalina dostałą od swojej przyszywanej cioci Emilii. Ciastolina zawsze jest dobrym wyborem ;).
(zwróćcie uwagę na siedzisko z... farelki, haha)
Naklejki wielorazowe Melissa & Doug. Tym razem od przyszywanej cioci Asi. Super pomysł! Nalepki są tak naprawdę bez kleju, są zrobione z jakiegoś plastiku, który przykleja się do kartek książeczki. Mamy pięć pokoi w domu i zestaw nalepek do każdego z nich. I możemy dowolnie urządzać nasz domek. Kalina kocja naklejki, ale przylepia je jeszcze zupełnie przypadkowo. Cieszy ją samo odklejanie i naklejanie, jeszcze nie widzi sensu w umieszczaniu ich w konkretnym miejscu. I tak, na przykład, kibelek lewituje bokiem nad wanną... Za to mama bawi się przednio!
I na koniec wyczyn taty. Gadający kucyk Księżniczka Cadance. O hesus marija! Dziecko zachwycone, a ja dostaję tików nerwowych od "Moja magia lśni jak słońce" i innych radosnych haseł...
Reasumując: z punktu widzenia dwuipółlatki, wszystko trafione i radość jest ogromna. Polecam. Wszystko. Zależnie od cierpliwości rodziców oraz ich poczucia estetyki ;).
Witaj w świecie siłaczki! Siłaczka jest nauczycielką angielskiego, niedużą ciałem, acz wielką duchem babką, która stara się wziąć byka za rogi i się nie dać :) Zapraszam do czytania, komentowania, próbowania moich smakołyków, dzielenia się spostrzeżeniami, chwalenia się, narzekania - no, co komu w duszy gra :)
czwartek, 8 grudnia 2016
poniedziałek, 5 grudnia 2016
Pierwszy bal naszej córki
Wczoraj Kalina weszła na kolejny etap w życiu. Pierwszy raz bawiła się na balu. Mamy w Olsztynie taką restaurację i bar - Chilli. I toż Chilli w niedziele organizuje spotkania i poczęstunki dla dzieci. Wczoraj była to specjalna okazja - bal mikołajkowy. Uznaliśmy, że warto spróbować - córu nasza kocha muzykę i tańce, energii ma jak króliczek Duracella, uwielbia dzieci.
Strzał w 10! Ledwo ją przebrałam i postawiłam na parkiecie - nie było dziecka. Zapomniała, że z nią przyszliśmy! Ganiała baloniki, znalazła godną partnerkę do bitwy na balony i okładały się niczym zwaśnione bohaterki telenoweli. A już hitem były panie animatorki - Kalina jako pierwsza leciała tańczyć, naśladować, chwytała panie za ręce i chciała tańczyć jeszcze i jeszcze... Bawiła się wstążkami, obręczami, ogromną chustą, "pisała" list do Mikołaja. Wciągnęła kubek soku przecierowego, dwa kawałki pizzy dla dzieci, sporo mojego kurczaka. Na koniec ledwo stała, ledwo szła, a i tak zrobiła aferę z rykiem i kwikiem, który ustał dopiero w aucie. Razem z przytomnością. Padła jak mucha i w domu udało się jedynie przełożyć do łóżka, poszła spać bez mycia.
Na pewno będziemy to powtarzać. Dziecko zachwycone, zdobywa nowe umiejętności, spotyka inne dzieci. A i mama uczy się... wypuszczać dziecko spod spódnicy. I nie jest łatwo. Trzymałabym ją przy sobie, asekurowała. Bo ktoś ją popchnie, bo upadnie... Matka kwoka!
Fajne to moje dziecię. Odważne, kontaktowe, dzielne. Koleżeńskie (na tyle, na ile można o tym mówić u dwuipółlatka), uważne na inne dzieci, empatyczne. Jestem z niej bardzo dumna.
Strzał w 10! Ledwo ją przebrałam i postawiłam na parkiecie - nie było dziecka. Zapomniała, że z nią przyszliśmy! Ganiała baloniki, znalazła godną partnerkę do bitwy na balony i okładały się niczym zwaśnione bohaterki telenoweli. A już hitem były panie animatorki - Kalina jako pierwsza leciała tańczyć, naśladować, chwytała panie za ręce i chciała tańczyć jeszcze i jeszcze... Bawiła się wstążkami, obręczami, ogromną chustą, "pisała" list do Mikołaja. Wciągnęła kubek soku przecierowego, dwa kawałki pizzy dla dzieci, sporo mojego kurczaka. Na koniec ledwo stała, ledwo szła, a i tak zrobiła aferę z rykiem i kwikiem, który ustał dopiero w aucie. Razem z przytomnością. Padła jak mucha i w domu udało się jedynie przełożyć do łóżka, poszła spać bez mycia.
Na pewno będziemy to powtarzać. Dziecko zachwycone, zdobywa nowe umiejętności, spotyka inne dzieci. A i mama uczy się... wypuszczać dziecko spod spódnicy. I nie jest łatwo. Trzymałabym ją przy sobie, asekurowała. Bo ktoś ją popchnie, bo upadnie... Matka kwoka!
Fajne to moje dziecię. Odważne, kontaktowe, dzielne. Koleżeńskie (na tyle, na ile można o tym mówić u dwuipółlatka), uważne na inne dzieci, empatyczne. Jestem z niej bardzo dumna.
niedziela, 4 grudnia 2016
Hello, winter!
W tym roku przyszła o czasie. I trzyma. Mocniej, lżej, ale trzyma. Zasypała moje piękne miasto i moje całkiem sympatyczne blokowisko. Zima. Przymrozki, śnieg, śliskie chodniki, zapach dymu. Białe czapy na drzewach. Pies cieszący się jak szczeniak. Dziecko otwierające z rana oko i oznajmujące: "mama sieg, mama siaki!".
Sklepy upstrzone i migające, piosenki świąteczne sączące się z głośników. Pączkujący wciąż dział z zabawkami i krzykliwy z bombkami. Ludzie z obłędem w oku - "jest ta lalka z telewizji! Sama i w zestawie!". Stawiane są wielkie iluminowane dekoracje na mieście, tradycyjne sznury lampek zawisły już też na naszej głównej osiedlowej ulicy. Widzieliśmy już pana przywożącego choinki.
Konie wyglądają jak niedźwiedzie, puchate i nastroszone. Zaśnieżonymi chrapami szperają w kieszeniach.
Nie lubię śniegu, ale w grudniu lubię. Prognozy mówią o śniegu. Kto wie... Czyżby... Białe święta...?
Sklepy upstrzone i migające, piosenki świąteczne sączące się z głośników. Pączkujący wciąż dział z zabawkami i krzykliwy z bombkami. Ludzie z obłędem w oku - "jest ta lalka z telewizji! Sama i w zestawie!". Stawiane są wielkie iluminowane dekoracje na mieście, tradycyjne sznury lampek zawisły już też na naszej głównej osiedlowej ulicy. Widzieliśmy już pana przywożącego choinki.
Konie wyglądają jak niedźwiedzie, puchate i nastroszone. Zaśnieżonymi chrapami szperają w kieszeniach.
Nie lubię śniegu, ale w grudniu lubię. Prognozy mówią o śniegu. Kto wie... Czyżby... Białe święta...?
poniedziałek, 28 listopada 2016
Już nie taka mała
Dawno nie pisałam, co tam u Kaliny. Oj, dzieje się. Dwulatki są paskudne ;). Bunty, fochy, histerie, własne zdanie na każdy temat i "nie" jako uniwersalna odpowiedź. Znamy, znamy...
Ale to też czas niesamowitego rozwoju. Widać, jak z dnia na dzień coś przybywa. Nowe słowa, zdania, nowe zabawy, masa umiejętności.
Kalina co prawda należy do dzieci niespieszących się z mówieniem, ale postęp jest ogromny i już wreszcie kleci proste zdania. Gada strasznie też przez sen. Zaczyna też myśleć i bawić się bardziej abstrakcyjnie. Potrafi na przykład wskakiwać do piaskownicy, sypać piasek i mówić, że tam są rybki i że je karmi chlebem. Albo sytuacja z wczoraj. Leżę zbolała, bo coś mnie rozkłada. Kalinka wskakuje na łóżko z krawatem ojca, bandanką i drewnianą żabą na kijku. Owija mnie szmatkami, a kijek uparcie wciska pod tyłek.
- Kalineczko, co ty, dziecko drogie, robisz...?
- Dzidzia doktor! Mamie kuj kuj pupie. Ała ała, pomuś!
Szczęka mi opadła. No tak, oglądałyśmy bajkę o chorej dzidzi u lekarza i o zastrzyku...
Poza tym, nadal jest bardzo sprawna manualnie i, jak chcę, bardzo cierpliwa. Opanowała oberanie jajek na twardo i wykrawanie ciasteczek.
Fascynuje ją kuchnia, gotuje swoje musy owocowe i co tam dopadnie. pora pomyśleć o garnuszkach dla niej.
Zaczyna też określać, co lepi i co rysuje. I czasami nawet jest to do czegoś podobne :P
Poza tym, zabawa w chowanego i siadanie w pudełkach. Zrobiłam jej taki fajny domek dla lelek. To sama w nim usiadła. Jak to określiła moja uczennica (i przyjaciółka, bo my to już takie swoje jesteśmy) B., "Kalina przyszła w gości. GULIWERKA!". Bardzo trafne.
Ale to też czas niesamowitego rozwoju. Widać, jak z dnia na dzień coś przybywa. Nowe słowa, zdania, nowe zabawy, masa umiejętności.
Kalina co prawda należy do dzieci niespieszących się z mówieniem, ale postęp jest ogromny i już wreszcie kleci proste zdania. Gada strasznie też przez sen. Zaczyna też myśleć i bawić się bardziej abstrakcyjnie. Potrafi na przykład wskakiwać do piaskownicy, sypać piasek i mówić, że tam są rybki i że je karmi chlebem. Albo sytuacja z wczoraj. Leżę zbolała, bo coś mnie rozkłada. Kalinka wskakuje na łóżko z krawatem ojca, bandanką i drewnianą żabą na kijku. Owija mnie szmatkami, a kijek uparcie wciska pod tyłek.
- Kalineczko, co ty, dziecko drogie, robisz...?
- Dzidzia doktor! Mamie kuj kuj pupie. Ała ała, pomuś!
Szczęka mi opadła. No tak, oglądałyśmy bajkę o chorej dzidzi u lekarza i o zastrzyku...
Poza tym, nadal jest bardzo sprawna manualnie i, jak chcę, bardzo cierpliwa. Opanowała oberanie jajek na twardo i wykrawanie ciasteczek.
Fascynuje ją kuchnia, gotuje swoje musy owocowe i co tam dopadnie. pora pomyśleć o garnuszkach dla niej.
Zaczyna też określać, co lepi i co rysuje. I czasami nawet jest to do czegoś podobne :P
Poza tym, zabawa w chowanego i siadanie w pudełkach. Zrobiłam jej taki fajny domek dla lelek. To sama w nim usiadła. Jak to określiła moja uczennica (i przyjaciółka, bo my to już takie swoje jesteśmy) B., "Kalina przyszła w gości. GULIWERKA!". Bardzo trafne.
wtorek, 22 listopada 2016
Świąteczny nastrój, czas: start!
Jeszcze miesiąc i znów będą święta! Klasycznie, nie mogę się doczekać. To nieuleczalna choroba i dobrze mi z tym. Gwiazdka wciąż cieszy tak samo, a odkąd jest Kalina, to jeszcze bardziej. Chcę, aby pokochała święta tak jak ja, żeby też tak ich wyczekiwała. Żebyśmy szykowały się do nich tak jak kiedyś ja i moja mama.
Na razie córu moja jest jeszcze mała, umie pokazać i nazwać choinkę i Mikołaja ("Kojaj!"), ale nic poza tym. Pewnie za rok będzie już dość kumata na list do Świętego, na kalendarz adwentowy.
Póki co, sama muszę zadbać o swój nastrój. I co roku pod koniec listopada zaczynam gromadzić świąteczne magazyny. Kocham przeglądać przepisy, patrzeć na zdjęcia świątecznie udekorowanych wnętrz, te wszystkie światełka i gwiazdy na każdej stronie. Lubię czytać o świętach dookoła świata. Na co dzień nie kupuję gazet, ale przed Gwiazdką robię wyjątek. To taki mój mały rytuał :)
Na razie córu moja jest jeszcze mała, umie pokazać i nazwać choinkę i Mikołaja ("Kojaj!"), ale nic poza tym. Pewnie za rok będzie już dość kumata na list do Świętego, na kalendarz adwentowy.
Póki co, sama muszę zadbać o swój nastrój. I co roku pod koniec listopada zaczynam gromadzić świąteczne magazyny. Kocham przeglądać przepisy, patrzeć na zdjęcia świątecznie udekorowanych wnętrz, te wszystkie światełka i gwiazdy na każdej stronie. Lubię czytać o świętach dookoła świata. Na co dzień nie kupuję gazet, ale przed Gwiazdką robię wyjątek. To taki mój mały rytuał :)
niedziela, 20 listopada 2016
Co ja jadę?!
Zauważyłam, że zauważyliście :) Króciuchny filmik z Łosiego grzbietu (nie sposób nie poznać - "tylko jeden ma TAKĄ grzywę", jak napisała Ewa). Ale, że jak to, zapytacie. Przecież miało być już never ever. No, miało. Ale nigdy nie mów nigdy. Moja jeździeckość, obudzona i pobudzona jazdami na Koniu Kreciku (jak Kalina nazywa Sekreta), wymyśliła sobie maleńką rewolucję w związku z Łosiem. Rewolucja zakładała zakup padu do jazdy na oklep i wdrożeniu hipoterapii. Czyli jazdy stępem na imć seniorze, o ile oczywiście jego kondycja pozwoli. Dla mnie powrót do przeszłości i do najlepszego z koni, a dla niego urozmaicenie i poczucie bycia przydatnym.
Jak widać na powyższym zdjęciu, nastawienie mieliśmy zgoła różne :)
Koń Łoś zdziwiony był wielce wizytą w hali i moim tarabanieniem się nań. Ale chyba był kontent. Maszerował dziarsko i raźno, parskał, dwa razy nawet lekko się spłoszył. Ale co tam! Koń Teklan to koń, na którego po trzech latach wsiadasz i jedziesz. I już. Pamięta wszystko - ustępowanie, łopatkę, do ręki przyjdzie. Nie żadne Grande Prrr, a skąd! Ale dla mnie wzruszające.
I, jak za dawnych lat, był z nami mój tata. Najznamienitszy człowiek - multifunkcja, kibic - fotograf - luzak - sponsor. Lubią się z Łosiem. Zresztą, jak tu go nie lubić, jak on taki nasz.
Jestem mega szczęśliwa.
Jak widać na powyższym zdjęciu, nastawienie mieliśmy zgoła różne :)
Koń Łoś zdziwiony był wielce wizytą w hali i moim tarabanieniem się nań. Ale chyba był kontent. Maszerował dziarsko i raźno, parskał, dwa razy nawet lekko się spłoszył. Ale co tam! Koń Teklan to koń, na którego po trzech latach wsiadasz i jedziesz. I już. Pamięta wszystko - ustępowanie, łopatkę, do ręki przyjdzie. Nie żadne Grande Prrr, a skąd! Ale dla mnie wzruszające.
I, jak za dawnych lat, był z nami mój tata. Najznamienitszy człowiek - multifunkcja, kibic - fotograf - luzak - sponsor. Lubią się z Łosiem. Zresztą, jak tu go nie lubić, jak on taki nasz.
Jestem mega szczęśliwa.
niedziela, 6 listopada 2016
Listopadowy las
Dziś taka aliteracja w tytule.
Październik nas nie rozpuszczał (no chyba, że dosłownie - w wodzie), listopad przywitał nas nie lepiej - ziemia wygląda, jakby nie mogła przyjąć już ani kropli więcej. Zimno. Pachnie dymem, a ostatnie liście niemrawo chyboczą się na gałęziach.
A my szukamy piękna. Korzystamy, że akurat nie leje. Dziewczyny w auto i do lasu. Tam jeszcze tli się płomienny pomarańcz między drzewami, jeszcze śpiewają ptaki.
Widać i czuć, ze las już zasypia. Zaraz będzie zima.
Październik nas nie rozpuszczał (no chyba, że dosłownie - w wodzie), listopad przywitał nas nie lepiej - ziemia wygląda, jakby nie mogła przyjąć już ani kropli więcej. Zimno. Pachnie dymem, a ostatnie liście niemrawo chyboczą się na gałęziach.
A my szukamy piękna. Korzystamy, że akurat nie leje. Dziewczyny w auto i do lasu. Tam jeszcze tli się płomienny pomarańcz między drzewami, jeszcze śpiewają ptaki.
Widać i czuć, ze las już zasypia. Zaraz będzie zima.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































