No worries, nic strasznego. Po prostu znowu pojechaliśmy do Reszla! Chyba się od niego uzależniliśmy... Tym razem zabraliśmy że sobą znajomych - chyba zresztą naszych najbliższych znajomych w Olsztynie, co jest strasznie fajne i miłe, że nie wspomnę, że mają najsłodszego synka na świecie, a Kalina uważa go za swojego braciszka :)
Dziś była okazja połazić więcej po bocznych uliczkach obejrzeć Reszel w deszczu, zrobić zakupy w lokalnym supersamie. Potem obowiązkowe ciacho w Dolce Vita (Malinowy Chruśniak wymiata!) oraz zamek, na wyraźne życzenie królewny Kaliny, która w zamkach zasmakowała. Naładowaliśmy baterie, nawdychaliśmy się zapachu małego miasteczka, który ja uwielbiam (wiecie, ja i mój wyczulony węch ..), towarzystwo wyborne, no jak tu nie kochać.
Witaj w świecie siłaczki! Siłaczka jest nauczycielką angielskiego, niedużą ciałem, acz wielką duchem babką, która stara się wziąć byka za rogi i się nie dać :) Zapraszam do czytania, komentowania, próbowania moich smakołyków, dzielenia się spostrzeżeniami, chwalenia się, narzekania - no, co komu w duszy gra :)
sobota, 18 sierpnia 2018
środa, 15 sierpnia 2018
Akcja spontan po... Krzyżacku
Znacie ten scenariusz, kiedy wyruszacie gdzieś, tylko po to, aby finalnie wylądować w zupełnie innym miejscu? Bo my bardzo dobrze. Nieraz już a to pogoda, a to warunki drogowe, a to niespodzianka innego typu krzyżowała nam plany i kazała zmieniać obrany azymut. I zazwyczaj, trzeba to przyznać, wychodzimy na tym niczego sobie. Dzięki temu, czasem zamiast po raz kolejny odwiedzać znane kąty, robi się coś nowego, świeżego.
Tak też było dzisiaj. Postanowiliśmy wybrać się do Olsztynka na Święto Ziół. Taaaak. Tak samo jak chyba połowa województwa. W życiu takiego korka nie widziałam do skansenu, aut poparkowanych niemal w przydrożnych rowach i na prywatnych podwórkach... A wciąż zjeżdżały nowe. W tym autokary. Szybka kalkulacja i zmiana planów. Ruszamy na Malbork! Luby nie był od czasu studiów, ja gdzieś od szóstej klasy, a Młoda nigdy. Kawał drogi, ale warto! Nawet mimo tego, że ludzi było tylko trochę mniej niż w Olsztynku. Za to parking większy
Jejku, jak tam pięknie! Zamek jest ogromny, świetnie odrestaurowany przy zachowaniu klimatu. Córu podobały się mosty, dziedzińce, pieczęcie na dokumentach, pozłacane figury z dawnych ołtarzy i... W sumie wszystko inne. "Mamo, ale fajny ten zamek!". Świetne to dziecko jest zawsze na tak, chętna wszystkiego spróbować i głodna wrażeń.
Przyznam, że i mnie zamek chwycił za serce, wspaniały klimat, jeszcze przy dzisiejszych stalowych chmurach, przelotnych deszczach. Piękne detale nad wejściami, sklepienia, malowidła, witraże. Jeszcze jakby zabrać z 2/3 turystów... ;)
Tak też było dzisiaj. Postanowiliśmy wybrać się do Olsztynka na Święto Ziół. Taaaak. Tak samo jak chyba połowa województwa. W życiu takiego korka nie widziałam do skansenu, aut poparkowanych niemal w przydrożnych rowach i na prywatnych podwórkach... A wciąż zjeżdżały nowe. W tym autokary. Szybka kalkulacja i zmiana planów. Ruszamy na Malbork! Luby nie był od czasu studiów, ja gdzieś od szóstej klasy, a Młoda nigdy. Kawał drogi, ale warto! Nawet mimo tego, że ludzi było tylko trochę mniej niż w Olsztynku. Za to parking większy
Jejku, jak tam pięknie! Zamek jest ogromny, świetnie odrestaurowany przy zachowaniu klimatu. Córu podobały się mosty, dziedzińce, pieczęcie na dokumentach, pozłacane figury z dawnych ołtarzy i... W sumie wszystko inne. "Mamo, ale fajny ten zamek!". Świetne to dziecko jest zawsze na tak, chętna wszystkiego spróbować i głodna wrażeń.
Przyznam, że i mnie zamek chwycił za serce, wspaniały klimat, jeszcze przy dzisiejszych stalowych chmurach, przelotnych deszczach. Piękne detale nad wejściami, sklepienia, malowidła, witraże. Jeszcze jakby zabrać z 2/3 turystów... ;)
sobota, 11 sierpnia 2018
Nowy telewizor
Nie nie, nie zamierzam się chwalić zakupem sprzętu RTV, zresztą i tak nie byłoby czym, lubimy nasz kilkuletni tv i nie mamy potrzeby zmian.
Chodzi o akwarium 😉 Bo to jest lepsze niż telewizja.
Tak się złożyło, że musieliśmy wymienić niemal całą obsadę. Zostało nam 5 rybek, w tym dwa zbrojniki, więc na czym tu oko zawiesić... I postanowiliśmy, że zmiana totalna. Niech będzie tym razem wielogatunkowo, kolorowo, warstwowo. I tak, mamy obecnie ławicę Danio fluo, które są jak małe, ruchliwe przecinku namalowane zakreślaczem, trzy statyczne "okręty" - prętniki karłowate, zwane Szczepanem, Marianem i Grzegorzem, nowego bojownik (słabość się ma...), który został Tytusem 2 oraz kilka kiryskow, które ryją dno niczym stadko dzików i są bardzo zajęte czyszczeniem.
Zobaczcie, czyż nie lepsze niż szklany ekran?
Chodzi o akwarium 😉 Bo to jest lepsze niż telewizja.
Tak się złożyło, że musieliśmy wymienić niemal całą obsadę. Zostało nam 5 rybek, w tym dwa zbrojniki, więc na czym tu oko zawiesić... I postanowiliśmy, że zmiana totalna. Niech będzie tym razem wielogatunkowo, kolorowo, warstwowo. I tak, mamy obecnie ławicę Danio fluo, które są jak małe, ruchliwe przecinku namalowane zakreślaczem, trzy statyczne "okręty" - prętniki karłowate, zwane Szczepanem, Marianem i Grzegorzem, nowego bojownik (słabość się ma...), który został Tytusem 2 oraz kilka kiryskow, które ryją dno niczym stadko dzików i są bardzo zajęte czyszczeniem.
Zobaczcie, czyż nie lepsze niż szklany ekran?
niedziela, 29 lipca 2018
Poważna panna czterolatka
I znowu koniec lipca, po raz czwarty wspominamy pamiętny wieczór, kiedy złe samopoczucie zrzuciłam na sok z rabarbaru... Do dziś u nas w domu funkcjonuje żart, że po rabarbarze się rodzi...
W środę córu skończyła cztery lata. Cztery!!! Szok i niedowierzanie.
Mówię Wam - takich urodzin jeszcze nie mieliśmy. Kalina od dwóch tygodni męczyła nas wiele razy dziennie kwestią urodzin, a ja myślałam, że jeszcze raz usłyszę słowo "prezenty" a skoczę oknem. To chyba pierwsze takie w pełni świadome urodziny, z pojęciem przeszłości i przyszłości odliczaniem dni i planowaniem.
Sobota była dniem imprezy, dziecina z podniecenia wstała po 6 i obudziła moją mamę stojąc przed nią w koronie, bransoletkę. Królowa jest tylko jedna.
Najechało nam dziadków, w tym roku wszyscy. Tyłu gości na raz jeszcze nie mieliśmy. Kalina dostała szałowe prezenty, był tort z Elsą i Anną. Były baloniki i proporczyki. Była specjalnie na tę okazję kupiona suknia. Jubilatka wymęczona do granic, przyjęcie przypłaciła solidną histerią. Ale warto było, bo przez ten jeden dzień była prawdziwą królową.
A na koniec takie porównanie. Różnica czterech lat, pół metra i 13 kilo :)
Rośnij szczęśliwa, córu!
W środę córu skończyła cztery lata. Cztery!!! Szok i niedowierzanie.
Mówię Wam - takich urodzin jeszcze nie mieliśmy. Kalina od dwóch tygodni męczyła nas wiele razy dziennie kwestią urodzin, a ja myślałam, że jeszcze raz usłyszę słowo "prezenty" a skoczę oknem. To chyba pierwsze takie w pełni świadome urodziny, z pojęciem przeszłości i przyszłości odliczaniem dni i planowaniem.
Sobota była dniem imprezy, dziecina z podniecenia wstała po 6 i obudziła moją mamę stojąc przed nią w koronie, bransoletkę. Królowa jest tylko jedna.
Najechało nam dziadków, w tym roku wszyscy. Tyłu gości na raz jeszcze nie mieliśmy. Kalina dostała szałowe prezenty, był tort z Elsą i Anną. Były baloniki i proporczyki. Była specjalnie na tę okazję kupiona suknia. Jubilatka wymęczona do granic, przyjęcie przypłaciła solidną histerią. Ale warto było, bo przez ten jeden dzień była prawdziwą królową.
A na koniec takie porównanie. Różnica czterech lat, pół metra i 13 kilo :)
Rośnij szczęśliwa, córu!
niedziela, 15 lipca 2018
La dolce vita... w Reszlu
Znacie Reszel? Nie znacie? To żałujcie. I nadróbcie przy okazji. To piękne miasteczko korzeniami sięgające średniowiecza, a swoim klimatem, zabudową, kolorami i sielskością przywodzące na myśl włoskie miasteczka. Mój mąż zauważył, że nawet psy szwędają się tu tak samo jak we Włoszech. Dzisiejszy poranek powitał nas apetytem na ciasto oraz pytaniem "to co dziś robimy ", zatem dodawszy dwa do dwóch, pojechaliśmy do Reszla właśnie. Nie ma to jak pojechać kilkadziesiąt kilometrów na ciasto. Ale uwierzcie, warto. Tuż przy kościele, mieści się kawiarenka Dolce Vita. Prowadzą ją dwie przemiłe panie i podają nieziemskie ciasta, które same wypiekają. I to duże porcje tych ciast. Popite pyszną kawą i niebiańską wręcz czekoladą, przyjemnie rozlewały się po brzuszkach.
Tyle kalorii należy spalić. Człowiek po trzydziestce nie spała kalorii od samego oddychania. Zatem w ramach siłowni - wspinaczka na wieżę kościelną. Kilka pięter stromym drewnianymi schodami, wymieniając się w niesieniu 16-kilowego ciężaru (córki, znaczy się). Pot leje się z czoła, nogi się trzęsą, ale widok wszystko wynagradza. Reszel widziany z góry wygląda jak patchworkowa kołdra z pomarańczowych kwadracików. I jest otoczony polami i pagorkami. Cudo.
Zszedłszy na dół, przemaszerowaliśmy jeszcze parkiem wzdłuż rzeczki Sajny. Piękny, dostojny, drzewa stare i wielkie. Na jedzenie, wywietrzeni, zła żeni, zdążyliśmy do auta akurat przed burzą. Po drodze było nieciekawie, potoki wody z nieba i drzewa na drodze. Brr. Ale dzień bardzo udany, to lubię!
Tyle kalorii należy spalić. Człowiek po trzydziestce nie spała kalorii od samego oddychania. Zatem w ramach siłowni - wspinaczka na wieżę kościelną. Kilka pięter stromym drewnianymi schodami, wymieniając się w niesieniu 16-kilowego ciężaru (córki, znaczy się). Pot leje się z czoła, nogi się trzęsą, ale widok wszystko wynagradza. Reszel widziany z góry wygląda jak patchworkowa kołdra z pomarańczowych kwadracików. I jest otoczony polami i pagorkami. Cudo.
Zszedłszy na dół, przemaszerowaliśmy jeszcze parkiem wzdłuż rzeczki Sajny. Piękny, dostojny, drzewa stare i wielkie. Na jedzenie, wywietrzeni, zła żeni, zdążyliśmy do auta akurat przed burzą. Po drodze było nieciekawie, potoki wody z nieba i drzewa na drodze. Brr. Ale dzień bardzo udany, to lubię!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















































